kilka słów z zaplecza

Za ladą

Czyli krótko o tym, kto prowadzi ten market i dlaczego tyle miejsca zajmują tu historie, które miały być tylko rozrywką.

Człowiek za ladą. Procedury niejasne. Intencje raczej dobre. Wszysttko pod kontrolą.

Cześć, jestem Paweł…

…ale znajomi czasem mówią na mnie Pablo. Stąd Pablo. No i lubię różne rzeczy. Czyli Market. Pablo Market.

Od dawna interesują mnie historie o przemianie. Nie tylko takie, w których bohater robi się silniejszy, wygrywa walkę albo dostaje efektowną scenę wejścia. Bardziej takie, w których ktoś musi coś w sobie zobaczyć, coś przeżyć, coś zrozumieć albo w końcu przestać udawać, że problem zamieciony pod dywan faktycznie nadal jest pod dywanem.

Co mnie w tym ciekawi?

Lubię patrzeć na opowieści trochę głębiej: przez emocje, wybory bohaterów, relacje, porażki, powroty i te momenty, w których fikcyjna historia nagle mówi coś całkiem prawdziwego.

Takie opowieści, przy których oczy pocą się bardziej niż pasażer miejskiego autobusu w letnie południe. Oczywiście tylko symbolicznie. Faceci nie płaczą. Wiadomo.

Najbardziej lubię historie, które zostają w człowieku. Po cichu. Bez wielkiego transparentu. Jako idea, która powoli zakotwicza się w moim sposobie patrzenia na świat.

O czym jest Pablo Market?

pierwsza półka

O historiach

Bo czasem fikcja pomaga zobaczyć coś, czego normalnie nie umielibyśmy nazwać. A potem trzeba żyć z faktem, że zrobiła to kreskówka albo film, w którym epickie miasto w rzeczywistości kończyło się trzy metry za kadrem.

druga półka

O tym, co trafia

Nie zawsze najmocniej działa to, co jest największe, najgłośniejsze albo najbardziej „ważne”. Czasem wystarczy jedno zdanie, jedna scena, jeden kadr albo jeden głupi szczegół, który trafia dokładnie tam, gdzie trzeba.

trzecia półka

O tym między wierszami

Najciekawsze bywa właśnie to, czego nikt nie powiedział wprost. Napięcie, niedopowiedzenie, dziwnie znajomy motyw albo ten jeden szczegół, który sprawia, że coś nagle przestaje być tylko „czyjeś”.

Po co to wszystko?

Bo mam wrażenie, że historie naprawdę potrafią coś w nas poruszać. Dają nadzieję. Pozwalają spojrzeć na rzeczy z innej perspektywy, aż nagle orientujesz się, że w gładkim betonie Twoich przekonań pojawiło się pęknięcie. I co gorsza, wpada przez nie światło. Skandaliczny przykład zaniedbań architektonicznych.

Pablo Market jest moim miejscem na takie rzeczy. Trochę o popkulturze. Trochę o człowieku. Trochę o tym, dlaczego niektóre opowieści zostają z nami dłużej i mocniej niż sprawy powszednie.

Co dalej?

Na stronie znajdziesz teksty, filmy, polecajki i z czasem także moje własne projekty. Wszystko powoli. Bez udawania, że od pierwszego dnia stoi tu wielkie centrum kultury z działem HR, identyfikatorami dla gości i człowiekiem od spinaczy.